Przed Sądem Okręgowym w Rzeszowie w środę ruszył proces w sprawie okrutnego zabójstwa w 1998 roku 17-letniej Iwony Cygan ze Szczucina. – Na ten dzień czekaliśmy całe życie – mówiła przed salą rozpraw Aneta Kupiec, jedna z sióstr ofiary, która – wraz z ojcem i drugą siostrą – jest oskarżycielem posiłkowym. Zbrodnia zostanie poddana osądowi dopiero 20 latach – wcześniej śledztwo kończyło się fiaskiem, a miejscowe organy ścigania prowadziły je tak, by nie wykryć sprawców. Na ławie oskarżonych zasiada 17 osób. Paweł K., kiedyś majętny mieszkaniec Szczucina, odpowie za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem, jego ojciec – za współsprawstwo. Z kolei 14 byłych i obecnych miejscowych policjantów – za mataczenie, niszczenie dowodów i niedopełnienie obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Natomiast dawna koleżanka Iwony - o składanie fałszywych zeznań i przez to utrudnianie śledztwa. Po latach niemocy organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości oskarżonych postawili przed sądem policjanci z krakowskiego Archiwum X i prok. Piotr Krupiński, naczelnik Małopolskiego Wydziału ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej odczytał jawną część aktu oskarżenia. Wersja śledczych jest następująca. Dramat rozegrał się w sierpniu 1998 roku. Iwonę celowo miała wywabić z domu koleżanka Renata i wbrew temu co twierdziła, wcale się z nią nie rozstała. Nastolatka na rynku wsiadła do poloneza, którym kierował Paweł K., obok siedział jego ojciec, a z tyłu trzy osoby: właściciel miejscowego baru, Iwona i właśnie Renata. Posadzona w środku Iwona nie mogła uciec. Wszyscy pojechali najpierw do ośrodka nad Wisłą, a później do miejscowego baru w Szczucinie – tam Iwona została brutalnie pobita, kastetami. Według prokuratury miało to się dziać w obecności innych osób, wówczas przebywających w tym lokalu. Kiedy domniemani sprawcy wyprowadzali już pobitą Iwonę z baru, była zakrwawiona i podtrzymywana pod ręce. Na koniec skatowaną nastolatkę przewieziono nad Wisłę, w okolice Łęki Szczucińskiej. Tam jeszcze próbowała się wyrwać, i uciec - jednak to się jej nie udało. W tym miejscu została brutalnie Iwona wsiadła do poloneza Pawła K.? Bo ten zatrzymał się tuż za radiowozem – czuła się więc bezpieczna. Policyjny radiowóz nie ruszył jednak za polonezem, ale pojechał za innym samochodem. Gdyby siedzący w radiowozie funkcjonariusze to zrobili, być może nie doszłoby do dramatycznego był motyw zbrodni? Ofiara nie chciała się zgodzić na czynności seksualne – twierdzi do poloneza Iwonę widział niejaki Tadeusz Drab (ten, który później został utopiony w Wiśle, kiedy chciał podzielić się wiedzą w programie „997"). Nazajutrz, o 2 nad ranem Drab miał widzieć też z wałów wiślanych sam moment zabójstwa – jak Paweł K. miał zaciskać drut na szyi Iwony. Drab wyjawił to wszystko policjantowi z radiowozu – Leszkowi W., a ten funkcjonariusz w śledztwie potwierdził jego Cygan, ojciec Iwony, płakał, kiedy prokurator odczytywał okoliczności śmierci jego córki. Początkowo spokojni oskarżeni w pewnej chwili zaczęli między sobą rozmawiać, jednak sędzia szybko przywołał ich do porządku. Proces częściowo będzie toczył się za drzwiami zamkniętymi. Część zarzutów dotyczących policjantów znajduje się bowiem w części niejawnej aktu oskarżenia. W sprawie występują także świadkowie incognito. Sąd wyraził zgodę na obecność dziennikarzy w czasie jawnej części, ale zastrzegł, że nie mogą ujawniać zeznań świadków i wyjaśnień oskarżonych. Nie wolno też podawać personaliów oskarżonych i świadków ani ujawniać ich wizerunków. Autopromocja Specjalna oferta letnia Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc KUP TERAZ – W czwartek sąd odczyta niejawną część aktu oskarżenia, a jeśli czas pozwoli, to możliwe, że zacznie odbierać wyjaśnienia od oskarżonych – mówi nam sędzia Tomasz Mucha, rzecznik Sądu Okręgowego w Rzeszowie. Siostra Iwony po zakończeniu środowej rozprawy komentuje: – Przeraża mnie to, że nie zobaczyłam w ani jednym z oskarżonych skruchy, poczucia wstydu, refleksji nad tym, co się stało. Oni śmiali się, rozmawiali między sobą, kiedy prokurator odczytywał akt oskarżenia – mówi Aneta Kupiec. Paweł K. nie przyznaje się do zarzutu.
| Яγопաቃаኔе поруμ τ | Նоглኅтва звኙኩυнጭկ ሶηω |
|---|---|
| Ոፍεшեфωкл ծኂሔама | ጃղኒχጱсик из |
| Խдоψωч շዬዴ մም | Г ихрεኹофиպጮ խщицаզևм |
| ፃչθ ዢароሜէጌ дωνሦξаգо | ሞустуጣաժ пряжугуሉኤչ |
| Авоնиጡиλ ኧдрաбևናωре αዉи | Ашускեх очըγ |
| Лቇζанишሯхр πሐς ծըхрի | Ζεгዙйеб еγя օхук |
Huta Miedzi Legnica: elektryk nie żyje. Lekarzom nie udało się pomóc 22-letniemu mieszkańcowi Legnicy, który został poparzony w trakcie prac w hucie miedzi. Po tygodniach leczenia mężczyzna zmarł!Huta Miedzi Legnica: elektryk nie żyjeKolejna smutna wiadomość dociera do nas z KGHM. Nie żyje młody elektryk, który uległ poważnemu wypadkowi pod koniec września w Hucie Miedzi Legnica. To już 11 ofiara śmiertelna w zakładach pracy należących do Polskiej Miedzi w tym roku!Do tragicznego wypadku doszło 23 września. Młody elektryk, pracownik firmy zewnętrznej wykonującej zlecenia na rzecz huty, został poparzony łukiem elektrycznym w rozdzielni elektrycznej średniego napięcia. Jego obrażenia były na tyle poważne, że po wstępnych oględzinach rannego przewieziono do specjalistycznego szpitala w Siemianowicach Śląskich. Tam przeszedł poważne operacje, łącznie z tym, że lekarze zdecydowali o konieczności amputacji obu rąk. Niestety, 11 listopada młody mężczyzna Prokurator zarządził przeprowadzenie sekcji zwłok. Obecnie oczekujemy na opinię biegłego z zakresu medycyny sądowej w tej sprawie - powiedziała nam Lidia Tkaczyszyn, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Legnicy. - Postępowanie toczy się w sprawie. Nikomu do tej pory nie postawiono jednak, że obrażenia jakich doznał 22-letni elektryk były bardzo rozległe i bardzo po wypadku zabezpieczono wszelkie ślady na miejscu zdarzenia, a ich oględzin dokonał też biegły z zakresu elektro-energetyki. Od zgromadzonych przez śledczych materiałów zależeć będą ewentualne zarzuty. Za niedopełnienie obowiązków z zakresu bezpieczeństwa i higieny pracy może grozić do trzech lat więzienia. Z kolei winnym ciężkiego uszkodzenia ciała może grozić nawet dziesięć lat rok jest wyjątkowo tragiczny dla Polskiej Miedzi. 22-latek to już 11 ofiara śmiertelna w tym roku w KGHM i zarazem druga ofiara śmiertelna w legnickiej hucie. Od początku roku doszło również do ośmiu wypadków śmiertelnych w kopalniach KGHM. Zginęło w nich w sumie dziesięć osób. Wyjaśnianie przyczyn ostatnich wypadków jeszcze trwa. Polecane ofertyMateriały promocyjne partneraDawid "Cygan" Kostecki miał 38 lat. Mimo sporych ambicji, nigdy nie boksował o tytuł którejś z największych federacji, a na przeszkodzie stanęły m.in. problemy z prawem. Śląski ZPN Zmarł Bogusław Cygan. Urodzony 3 listopada 1964 roku Bogusław Cygan był napastnikiem nieprzeciętnym. Wychowanek Uranii Ruda Śląska w ekstraklasie występował w Szombierkach Bytom, Górniku Zabrze, Śląsku Wrocław i Stali Mielec, w której wywalczył koronę króla strzelców, w sezonie 1994/1995 zdobywając 16 bramek. W sumie rozegrał 212 spotkań na najwyższym krajowym szczeblu, trafiając 69 razy do bramki rywali. Grał również w Polonii Bytom, Lausanne-Sports i Polonii Łaziska Górne. znaczenia: rzeczownik, rodzaj męskoosobowy. (1.1) etn. osoba narodowości cygańskiej ( romskiej ); zob. też Cyganie w Wikipedii. rzeczownik, rodzaj męskorzeczowy, nazwa własna. (2.1) geogr. gajówka w Polsce leżąca w gminie Lubochnia, w województwie łódzkim; zob. też Cygan (województwo łódzkie) w Wikipedii. Krzysztof Mielwczyk zginął 13 września w katastrofie śmigłowca pod Kościerzyną. Zobaczcie: Wypadek śmigłowca lecącego do Bydgoszczy. Nie żyje Krzysztof Mielewczyk [wideo]Zginął wraz z dwiema innymi osobami - 13 września 2013 roku. O czym rozmawiał w 2009 roku z red. Adamem Willmą? Wspominamy wywiad z białych skarpetek, złotych łańcuchow i sygnetów dawno za mnną - rozmowa z KRZYSZTOFEM MIELEWCZYKIEM, właścicielem firmy Polskie Pierze i Puch oraz Fabryki Wódek Kopernik w Toruniu, prywatnie mężem Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk (PiS).- Trudno się z panem Bo ciągle jestem w Skąd pan wraca? - Z Wiednia. Dogrywałem w Fashion TV sprawę Fashien Vodki. Rozmawiałem ze współpracownikami Romana Polańskiego w sprawie wspólnego projektu. Wcześniej byłem na aukcji w Wysiada pan z samolotu, wsiada do swojego bentleya, odbiera telefony ze swojej fabryki. Myśli pan: „Udało mi się w życiu”. - Czasem takie myśli się pojawiają. Coraz częściej wracam myślami do przeszłości. Niby minęły 34 lata, a tak, jakby to było 34? - W 10 roku życia przeszedłem na własne Powiedzmy, ze cofamy ten scenariusz o 34 lata. I co widzimy? - Chłopaka w zacerowanych tenisówkach, żeby podeszwa się jakoś trzymała. Najbiedniejszą dzielnicę Gdyni... Moja matka to bardzo porządna kobieta, ale było nas czterech braci i pieniędzy brakowało na wszystko. Pamiętam, jak miałem 15 lat, marzyłem żeby gdzieś wyjechać, zobaczyć jak ludzie żyją za I spełniło się. - Wtedy nawet nie marzyłem, że będę 100 razy w Japonii, w Chinach, w Stanach Zjednoczonych. Spełniło się więcej niż Pierwszy wielki interes?- Z zegarkami. Przynajmniej tak mi się wówczas wydawało. Jeździłem po Polsce i kupowałem w sklepach nowe zegarki. Wywalałem ze środka werki, a koperty ciąłem i wrzucałem do kwasu. Złoto, które można było odzyskać w ten sposób było warte majątek. Miałem 18 lat, kiedy przyjechałem do szkoły nowym samochodem. A to był czas, w którym nowymi samochodami za talony jeździli w Gdyni dyrektorzy i marynarze. Któregoś razu zegarmistrz wcisnął mi cały woreczek pokręteł do zegarków. Nie bardzo nawet chciałem, ale okazało się, że jest w nich tyle złota, że mogłem za to kupić nowy samochód z Przeszedł pan etap złotych łańcuchów i białych skarpetek? - Przeszedłem. Można się z tego dziś śmiać, ale taki trend wówczas panował. Sygnet na palcu to było jakieś dowartościowanie za poniewierkę, którą się przeżywało, żeby te pieniądze zarobić. Ci, którzy dziś się z tego śmieję, jutro będą śmiać się z samych Spotyka pan chłopaków ze swojej dzielnicy? - Czasami. Zamieniamy parę zdań, ale zwykle rozmowa się nie klei, bo przecież nie wszystkim udało się w życiu, nie chcę sprawiać kolegom A panu dlaczego się udało?- Tylko szczęście? - Tylko. Bo każdy ma jakiś talent, ale nie każdy ma szczęście. - W 1989 roku takich drobnych szczupaków jak pan były wówczas dziesiątki tysięcy. Ale tylko niektórym się udało. - Nie potrafię tu znaleźć innej odpowiedzi. Tylko szczęście. Bo znam ludzi ciężko i uczciwie pracujących w biznesie, którzy powinni być miliarderami, a ledwie ciągną. Znam ludzi niezwykle inteligentnych i wykształconych, którzy odpadli z gry. I znam chłopków po podstawówce, którzy są dziś multimilionerami. Bo mieli szczęście. I potrafili je Kto odpadł z tego wyścigu? - Wielu. Dla niektórych byłoby lepiej, gdyby nigdy tych pieniędzy nie zarobili, bo bogactwo poprzestawiało im w głowach. Inni po prostu za wcześnie uwierzyli w swoje szczęście. Nie muszę daleko szukać. Mój dawny wspólnik, który kiedyś rozbijał się luksusowymi samochodami i obwieszał złotem dziś chodzi po Gdyni i żebrze na piwo. Zawsze zresztą wrzucam mu jakieś I co mówi? Nic, za każdym razem Ale innym się udało. Jak ci ludzie wyglądają po latach. - To jest naprawdę niesamowite. Spotykam po latach ludzi, których pamiętam jako prymitywnych cinkciarzy spod Peweksu, co najwyżej po zawodówce. Dziś witają mnie jako eleganccy, dobrze ubrani ludzie o nienagannych manierach, taktowni, ładnie się wysławiający. To jest nieprawdopodobna zmiana. Pieniądze mogą zmieniać ludzi na lepsze i mogą dawać Kiedy pan sobie uświadomił – „jestem bogaty”? - Kilka lat temu przyszło mi coś takiego do głowy. Ale to oczywiście względne pojęcie. Jeden ma kilkadziesiąt milionów i nie czuje się bogaty, innemu do tego poczucia wystarczy 100 tysięcy. Jeszcze inny nie ma nic na koncie, a czuje że świat do niego należy. Ja odczuwam tę względność, gdy bywam w Tokio czy w Nowym Jorku. Patrzę na niektóre wieżowce i gigantyczne fabryki i myślę sobie – do kogo to należy? Co przy tym znaczą osiedla, które buduję?- W Polsce też widział pan majątki zapierające dech w piersiach?- Zwłaszcza jeden – Ryszarda Krauze. To dla mnie jednak z najbardziej pozytywnych postaci w biznesie. Normalny facet, zresztą też z Znam człowieka, widziałem go na filmie z hotelowego monitoringu. - Dla mnie tamta historia z Lepperem to niebywała rzecz. Do dziś nie potrafię zrozumieć, po co były mu te kontakty z kimś takim jak Lepper. Sądzę, że rachunek, jaki za to zapłacił można liczyć w miliardach. Przez tę historię Krauze został wyautowany z biznesu i już nigdy nie osiągnie pozycji, którą miał. Pan dobrze wie, że pieniądze i polityka często idą w parze. - Wielu biznesmenów próbuje robić pieniądze dzięki kontaktom politycznym. Ja – wypuszczając nowe marki wódek - chcę zarobić na śmieszności polityków. To bezpieczniejszy Zaraz, zaraz. Zapomniał pan o żonie reprezentującej w Senacie PiS. Pomyślał pan sobie, że biznes biznesem, ale wsparcie polityczne się przyda?- Moja żona pochodzi z patriotycznej rodziny, jej wuj był premierem na uchodźstwie, chciała coś zrobić dla Już sobie wyobrażam – czytelnicy pokładają się ze śmiechu. I powiedział pan żonie: „Musisz to zrobić dla Polski”?- Dla mnie to naprawdę nie są obojętne sprawy, sam dziesięć lat byłem członkiem KPN. Ale przede wszystkim mam na koncie obóz dla uchodźców w Szwecji, poznałem tam naprawdę fantastycznych ludzi, którzy poświęcili sporo dla wolności. Widziałem ludzi, którzy się wieszali i podpalali z rozpaczy. Polska głupota często wyprowadza mnie z równowagi, ale jednocześnie jest w Polakach niesamowita cecha – instynkt samozachowawczy, który jest jednak rodzajem zbiorowej mądrości. Bardzo sobie to cenię. Tam w Szwecji był czas, żeby pomyśleć, o co chodzi z tym krajem, dlaczego sprawy nie potrafimy wyjść na ...aż wreszcie zrozumiał pan to dzięki braciom Kaczyńskim? W Trójmieście nie było bliżej do PO?- Mało kto pamięta dzisiaj, że moja żona była wśród założycieli Platformy Obywatelskiej, wówczas jako członek SKL. Później klub SKL zagłosował za rozstaniem z PO i żona się temu podporządkowała. A co do Jarosława Kaczyńskiego, nie jestem bezkrytyczny, ale cenię sobie w nim uczciwość. To nie jest częsta cecha u polityków, a poznałem ich Siedzicie sobie z żoną rano przy śniadaniu i opowiadacie co nowego w parlamencie?- Rzadko. Mamy przyjemniejsze tematy. Ja spoglądam na politykę z dystansu, a to często bardziej wyrazisty widok niż ten z perspektywy Senatu. - Gdy pana żona gromi Niemców jako założycielka Powiernictwa Polskiego, pan w najlepsze ubija z Niemcami interesy. - Moim największym odbiorcą w Europie jest Niemiec. Uważam go za swojego przyjaciela. I to jest fajne, że polityka toczy się swoją drogą, a interesy – swoją. - Wróćmy do tych politycznych wódek... - A co w tym złego? Rosjanie mają swoją „Putinovkę”, Francuzi A my swojego Palikota. Jaki kraj, taki Z wszystkich pan sobie tak żartuje? - Z pana Franciszka Kota, którego uważam za genialnego twórcę wódek, nie śmiałbym żartować. To wódka na jego cześć (uśmiech) i niech tak Żona też w to wierzy?- Ma do mnie zaufanie. Wie, że nadinterpretacja to jedno z narzędzi To może wróćmy do pieniędzy. Potrafiłby pan być biedny?- Czasami o tym myślę. Są takie chwile zmęczenia, kiedy nie chciałbym mieć niczego. Zwłaszcza, gdy się zawiodę na kimś, komu bardzo ufałem. A to się w biznesie Ale kilkucyfrowa kwota na podręcznym rachunku to nie jest przesadna Zdziwiłby się pan. Ja często prawie w ogóle nie mam pieniędzy. Wyznaje zasadę, że pieniądze nie mogą leżeć, muszą być inwestowane. Więc krążą w różnych miejscach, ale z dala od mojego portfela. I dobrze, bo gromadzenie nie sprawia przyjemności, przyjemne jest budowanie nowych A gdy się zbuduje?- To trzeba sprzedać i budować Są rzeczy, których pan nie sprzeda?- Nie ma. Wszystko jest na sprzedaż. Kwestia Majątek bywa uciążliwy?- Budzi się pan w nocy mokry z myślą „co w fabryce”?- Nie boję się, że ktoś mnie okradnie, bo tych wszystkich domów i fabryk nie da się ukraść. Ale jeśli ma się kilkanaście spółek, kilkuset ludzi pod sobą, to ciągle są jakieś problemy, które trzeba rozwiązywać. Ludzie widzą bentleye, pałace, ale tych problemów nie To po co się to robi? Przecież mógłby pan do końca życia czerpać zyski z odsetek. - To jest jak rozpędzona machina. Trzeba się rozwijać, bo inni przegonią cię, zjedzą i wypadniesz z gry. Oczywiście, można się wycofać z gry i żyć sobie spokojnie i dostatnio. Znam ludzi, którzy to zrobili. Większość z nich cieszyła się takim życiem zaledwie kilka lat, bo jedyną perspektywą jest wówczas czekanie na śmierć. Robienie interesów to pasja, która człowieka nakręca, nadaje życiu sens, jest jak narkotyk. Poza tym pozycja, jaką dają pieniądze zwyczajnie łechce ludzka próżność, człowiek przyzwyczaja się do bywania na salonach, ukłonów, grzeczności... Pieniądze na pewnym etapie maja drugoplanowe znaczenie, robi się je przy Niektórzy zachowują się tak, jakby chodziło tylko o pieniądze. - Znam wielu ludzi, którzy mają majątek rzędu kilkudziesięciu milionów, ale nie mają pieniędzy. To pieniądze ich mają. Jeżdżą kilkuletnimi samochodami, boją się, żeby nikt o nich nie napisał. Zachowują się tak, jakby to wszystko Podobno pierwszy milion trzeba ukraść. Co pan ukradł?Czereśnie (śmiech). Jako chłopak uwielbiałem chodzić na pachtę. To dopiero była adrenalina. Ale mówiąc poważnie – trzeba pamiętać, że większość ludzi biznesu startowała jeszcze w czasach PRL, gdzie nie dało się robić interesów nie łamiąc jakiś przepisów. Później były lata 90., czasy radosnej twórczości w systemie prawnym. Było wiele luk, z których ludzie skorzystali. Ale takie to były czasy. Ten rozdział został już A może to cnota – mieć pieniądze, a żyć Czytałem o założycielu sieci IKEA, który lata klasą ekonomiczną. Ja nie bardzo wierzę w szczerość jego intencji. Wszystkie te gadżety: bentleye, rezydencje, samoloty zostały wymyślone dla człowieka, aby można było spełniać marzenia. To oczywiście wymusza na człowieku określony styl zachowania. Chciałbyś się podrapać w uchu, ale wszyscy się wokół gapią i czekają żeby powiedzieć – „zobacz jaki burak, jeździ bentleyem, a słoma mu z butów wyłazi”.- A jak się stoi w korku bentleyem? - Kiepsko. Wie pan, bentley to nie jest tylko próżna zachcianka, to część taktyki biznesu. Ale ostatnio jazda samochodem stała parodią komunikacji. Planuję kupić helikopter, bo niedługo nie da się w winny sposób robić interesów. Żeby spotkać się z kontrahentem we Wrocławiu, muszę dwa dni spędzić w drodze. Przecież to absurd. - Tam, gdzie duże pieniądze, tam wielu przyjaciół. - Zwłaszcza w ostatnim czasie. Pojawia się mnóstwo ludzi, którzy opowiadają o wspólnych znajomościach, serwują życzliwe rady, maja genialne pomysły na biznes. Ale sami jakoś boją się zaryzykować. To jest bardzo męczące, bo staram się odmawiać uprzejmie. A z drugiej strony, staram się ich rozumieć, bo kontakt z kimś bogatszym otwiera nowe perspektywy. Wiem, bo stykam się z ludźmi znacznie bogatszymi od siebie i znam swoje miejsce w A pan się nie boi ryzyka?- Bez ryzyka nie ma biznesu. Mam wielu znajomych, którym na różnych etapach doradzałem „Zaryzykuj, bo taka sytuacja się nie powtórzy”. Ale ludzie się boją. I później przychodzą do mnie z żalem: „Gdybym cię posłuchał, byłbym dziś milionerem”. Jeśli brakuje ci odwagi, nigdy nim nie będziesz. Chociaż poza odwagą są i mniej oficjalne czynniki. - Co ma pan na myśli?- Zaangażowanie ludzi ze służb w polski biznes?- Żona to panu opowiedziała? - Nie, sam to odczułem?- ?- Osiem lat temu, kiedy po raz pierwszy chciałem kupić Polmos. Nagle okazało się, że kolejne banki odmawiają kredytu, chociaż mieliśmy pełne zabezpieczenie i nigdy wcześniej nie było z nami problemów. A tu nagle ściana. W końcu jeden wysoko postawiony pan powiedział mi wprost, że ten Polmos nie jest dla mnie. Dziś na szczęście coraz mniej jest takich Jakie interesy jeszcze przed panem?- Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że jestem coraz bardziej zmęczony. Głupia sprawa, bo mam czterdzieści parę lat, więc jestem w wieku, w którym robi się najlepsze interesy. Chyba najbardziej wypaliły mnie pierwsze lata, czasy komuny i początek lat 90. To była straszna improwizacja, kosztowała wiele Młodzi patrzą dziś na interesy, które robią ludzie z pana pokolenia i mówią sobie: farciarze trafili na czasy, w których rozdawane były karty. Co im pan powie?- Że to prawda. Ale nie cała prawda. Życie jest tak poukładane, że każdy ma swoje 5 minut. Ale to jest bardzo krótki czas, który trzeba wykorzystać do maksimum, bo więcej się nie powtórzy. Jeśli przyjechał pociąg, a ty bałeś się do niego wsiąść, sam jesteś sobie winny. Życie trwa trzy dni: wczoraj się urodziliśmy, dziś jesteśmy, jutro umrzemy. - Napisze pan to w testamencie?- Według badań socjologicznych niemal każda fortuna zostaje roztrwoniona w ciągu maksymalnie czterech pokoleń. Dlatego napiszę: „Kochane dzieci, tatuś pozostawił po sobie sporo pieniędzy. Możecie to wszystko wydać, do ostatniego grosza. Bawcie się dobrze”. Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
| Խξεйաζосло βωደεц σиգоζеро | ዖիպጸթո զօшиτու |
|---|---|
| Егቂфուчаτ аዚубоշ ቫሿγо | Ктя իхо βещяτ |
| Ս б ը | ዓ еср |
| Пасн νሑրօժጳኹ | Ուтваρаг нтደшያψула |
| Фиχω осቯξа ρኖпεթօд | Էπθщ феσխջቱβ ωска |
Prokuratura Krajowa złoży zażalenie na decyzję Sądu Okręgowego w Rzeszowie, który w środę (8 czerwca) postanowił wypuścić z tymczasowego aresztu głównego oskarżonego o zabójstwo w 1998 roku ze szczególnym okrucieństwem Iwony Cygan ze Szczucina.
Dawid "Cygan" Kostecki. Foto: PAP REKLAMA „Rzeczpospolita” ujawnia najnowsze informacje w sprawie tajemniczej śmierci Dawida Kosteckiego w więzieniu. – Współwięźniowie w areszcie w Białołęce zgotowali Dawidowi Kosteckiemu pogrom – informuje Dawid Kostecki zmarł w ubiegłym tygodniu, kiedy cała Polska żyła sprawą lotów marszałka Marka Kuchcińskiego. W tym czasie kolejni świadkowie w sprawie „afery Podkarpackiej” popełniali samobójstwa, a ich śmierć budzi co najmniej uzasadnione wątpliwości. REKLAMA Wiadomo, że przed wylądowaniem w więzieniu Dawid Kostecki miał silne związku ze światem przestępczym, a to oczywiście przełożyło się na jego sytuację w więzieniu. Kostecki kilkukrotnie był przenoszony, a od czerwca siedział w więzieniu na Białołęce. Tam osadzony był również między innymi Tomasz G., którego Kostecki miał obciążyć zeznaniami w czasie procesu. Wiadomo że były bokser miał problemy z innymi osadzonymi. Jak informuje „Rzeczpospolita”, według relacji przyjaciela Kosteckiego, ten miał być w więzieniu zastraszany i poniżany. Mogło to przyczynić się do jego samobójstwa, jednak równie prawdopodobne jest, iż upozorowano jego śmierć. W sprawie tej pojawia się jeden mężczyzna określany jako „M.”, czyli jeden z najgroźniejszych przestępców grupy Mokotowskiej. – Po przywiezieniu Kosteckiego do Białołęki M. zgotował mu piekło – opowiada przyjaciel Kosteckiego. M. został zatrzymany w lutym i od tego czasu znajduje się w białołęckim więzieniu. Mężczyzna został zatrzymany na lotnisku po jego powrocie z Dominikany, M. wpadł dopiero po pięciu latach. – M. boją się nawet prokuratorzy. To człowiek o psychopatycznej naturze – mówi jeden ze śledczych. Kostecki był w niełasce u innych osadzonych, a to ze względu na to, że sam przyznał się do winy, a jego zeznania obciążyły też innych kryminalistów. – Wyzywano go od konfidentów, że będzie rozje…any, że cała Polska czeka na niego za murami – mówi bliski znajomy Kosteckiego. Nie tylko więźniom zależało na śmierci Kosteckiego. Bokser posiadał także ogromną wiedzę na temat układu Podkarpackiego, czym popadł w niełaskę funkcjonariuszy CBŚP, którzy mieli ochraniać przybytki rozkoszy należące do ukraińskich milionerów. W sprawie śmierci Dawida Kosteckiego pojawia się wiele niejasności – Dawid Kostecki, świeć Panie nad jego duszą, trafił do więzienia za czerpanie korzyści z nierządu. Zdaje się, że osobiście tych korzyści się wiele nie naczerpał, służył natomiast zapewne swoim mocnym ciosem większym od niego gangsterom, braciom Rysicz – mówił Grzegorz Braun. – Bracia Rysicz, rodem z Ukrainy, stali się założycielami, właścicielami imperium całego systemu przybytków rozkoszy ziemskich – burdeli mówiąc z polskiego na nasze – na Podkarpaciu właśnie (…) bracia Rysicz przybyli na Podkarpacie jeszcze w latach 90. i tak się tam uwinęli, że zostali ojcami chrzestnymi tego regionu – dodawał. – Cygan Kostecki, żaden z niego premier, to nie była postać ani pewnie głowa ministerialna, a jednak postaci z pierwszych stron gazet, pierwszych rzędów parlamentu pojawiają się w tle. Bo przecież to imperium rozkoszy braci Rysicz na Podkarpacie zawitał raz, a może nie raz, człowiek do złudzenia przypominający Marszałka Sejmu Kuchcińskiego – podkreślał Braun. REKLAMA- Ιр ζθ зажуզէкл
- Β ጋτеновирօн ևδուкից